Emilia Plater – dziewica-bohater

5e2a1bacb16331753e3ab74e61e9f746

Do utrwalenia pamięci o Emilii Plater w polskiej pamięci narodowej najlepiej przyczynił się Adam Mickiewicz, czyniąc ją bohaterką swojego wiersza patriotycznego o tytule Śmierć Pułkownika. Podobnie jak poeta, związana była z Litwą, dlatego również tam, jak także na Białorusi, jest czczona jako narodowa bohaterka. Warto zatrzymać się nad biogramem postaci, która wieszczowi narodowemu wydała się na tyle niezwykła, by oddać jej hołd w poetyckim utworze i zatrzymać pamięć o jej zasługach.

Patriotyczne wychowanie

Emilia Plater urodziła się w 1806 roku jako hrabianka, córka Franciszka Ksawerego Platera i Anny von der Mohl. Mocno związana z matką, po rozstaniu rodziców zamieszkała z nią w Inflantach, nieopodal Dyneburga. Od rodziny, także tej ze strony ojca, odebrała patriotyczne wychowanie. Co istotne, jako że posiadała głównie kuzynów, wraz z nimi uczyła się i spędzała czasy dzieciństwa, co być może wpłynęło na jej późniejsze wybory życiowe. Już we wczesnej młodości uczyła się fechtunku, jazdy konnej i sztuki myśliwskiej. Z pewnością nie bez znaczenia było także i to, że w domu pielęgnowana była pamięć o bohaterach narodowych, a także czytano romantyczne manifesty literackie.

Partyzant i pułkownik

Powstanie wybuchło 29 listopada 1830 roku, na Litwie i Żmudzi dowiedziano się o tym w grudniu. Tamtejsi mieszkańcy postanowili wspomóc powstańców warszawskich, inicjując walki także na swoim terenie. Do walczących przyłączyła się także Emilia Plater, uprzednio ścinając swoje długie włosy i zakładając męski strój. Od początku stała na czele licznego oddziału partyzanckiego, wiodąc za sobą strzelców, kosynierów i kawalerzystów. Do zastępów wciąż przyłączali się nowi ochotnicy, a Emilia Plater zachęcała ich, krocząc z rozwiniętą polską flagą. Postawiła sobie za cel zdobycie Dyneburga, jednak kolejne staczane walki uszczupliły oddział partyzantów, który ostatecznie rozproszył się. Bohaterka przyłączyła się wówczas do strzelców wiłkomierskich, z którymi wzięła udział w kolejnych dwóch bitwach. Podczas pobytu jej oddziału w Gabrielowie, a było to już w czerwcu 1831 roku, do litewskich powstańców przybyli polscy kawalerzyści pod dowództwem Dezyderego Chłapowskiego. Pomimo tego, że Emilia Plater nie posiadała wojskowego wykształcenia, generał nadał jej stopień kapitana i postawił ją na czele 1. kompanii 1. Pułku Piechoty Litewskiej. Uczynił to zaraz po tym, jak zasugerował dziewczynie, że być może powinna jednak bezpiecznie wrócić do domu, ona jednak nie chciała o tym słyszeć. Jako dowódca odniosła sukces, zdobywając miejscowość Rosienie i tym samym umacniając pozycję wszystkich powstańców. Później jej oddział wpadł w zasadzkę, z której większości udało się wyratować, również dzięki odwadze i sprawności dowódczyni. Wskutek lipcowej narady powstańców Emilia Plater znalazła się pod rozkazami wspomnianego generała Chłapowskiego. Po jego zaskakującej propozycji, by zaprzestać dalszych działań zbrojnych, zarówno ona, jak dwójka jej wiernych towarzyszy, postanowili samodzielnie przedostać się do Warszawy, by powiększyć grono walczących tam powstańców. Aby wykonać ten zamysł, młodzi ludzie wędrowali przez żmudzkie lasy, prowadzeni przez miejscowego wieśniaka. To, czego nie dokonały liczne bitwy i potyczki, sprawiły ostatecznie przemęczenie i głód – Emilia Plater wyczerpana wędrówką podupadła na zdrowiu i dokończyła żywota w wiejskiej chacie, do której zanieśli ją towarzysze. Choć nie zginęła od ran, jak można by było spodziewać się po uczestniczce zbrojnej walki, okazała znacznie więcej patriotyzmu i hartu ducha, dzień po dniu realizując swój cel i nie zatrzymując się na obranej drodze.

Warto zaznaczyć, że Emilia Plater nie była jedyną kobietą, która brała czynny udział w polskich walkach narodowo-wyzwoleńczych. Historycy wspominają, że ona sama miała podczas patriotycznej wyprawy towarzyszkę, Marię Prószyńską, a wśród strzelców stacjonujących w Wiłkomierzu przyjaciółki spotkały jeszcze Marię Raszanowiczównę. Mimo wszystko to właśnie Emilia Plater jawi się jako polska Joanna D’Arc.

Dodaj komentarz